Co zrobić, gdy znajdziemy dzikiego gryzonia na mrozie?

Zima w pełni i coraz częściej pytacie nas, co zrobić, gdy przy ujemnych temperaturach zauważymy w pobliżu domu dzikie gryzonie i chcemy pomóc im przetrwać mrozy.

Zgodnie z prawem, przetrzymywanie w domu dzikich zwierząt bez zezwolenia jest nielegalne. Dotyczy to zarówno zwierząt egzotycznych, takich jak małpy i gady, jak i gatunków pospolicie występujących w naszym kraju, czyli na przykład gryzoni, jeży czy zajęcy.
Z drugiej strony, mamy obowiązek pomóc zwierzętom w potrzebie (np. potrąconym przez nasz samochód), albo przynajmniej zadzwonić po odpowiednie służby (lokalny ekopatrol Straży Miejskiej lub ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt).

Jak więc pomóc zimą dzikim myszom czy szczurom?

Nie pomagać. Te zwierzęta doskonale sobie radzą bez naszej ingerencji, wystarczy tylko im w tym nie przeszkadzać. Wystawianie trutek, gdy nie ma zbyt wielu innych źródeł pożywienia, nie jest szczególnie humanitarne, ale dokarmianie gryzoni zamieszkujących piwnice w blokach również nie jest ani dobre, ani potrzebne.

Gryzonie są mistrzami w szukaniu schronienia i zdobywaniu pożywienia. Jedynym, czego potrzebują do szczęścia, jest suchy kącik, w którym umoszczą sobie gniazdko. Na wsi zaszyją się w stodole, rzadko używanej chatce z narzędziami albo w budynku gospodarczym. W mieście schronią się w piwnicy, garażu czy opuszczonej kamienicy.

A co, gdy znajdziemy młode?

Znajdując młodego gryzonia nie powinniśmy zabierać go do domu. Najczęściej takie „porzucone” młode wcale nie jest porzucone i matka wkrótce po nie przyjdzie. Ratowanie młodego gryzonia znalezionego na podwórku lub w piwnicy jest nieuzasadnione, o ile nie widać na jego ciele poważnych obrażeń (np. pogryzienia) – wtedy należy zwierzę zabrać do weterynarza, który oceni, czy jego stan daje szansę na powrót do zdrowia, czy jedynym humanitarnym wyjściem jest uśpienie go.

Młode można zabrać do domu jedynie, gdy znajdziemy je w miejscu, w którym bardzo nieprawdopodobna jest obecność „gniazda”, np. na wyższym piętrze apartamentowca. I tu jednak powinniśmy udać się do weterynarza, który oceni szanse zwierzęcia na przeżycie i powie nam, co dalej z nim zrobić.

Odchowanie dzikich gryzoni jest możliwe, ale bardzo trudne, a zwierzęta te – o ile przeżyją bez matki – najczęściej do końca życia pozostają nieoswojone i bardzo niespokojne. Zwykle z dużym zaangażowaniem gryzą kraty, przegryzają się przez kuwety i niszczą wyposażenie mieszkań swoich opiekunów – potrafią nawet przegryźć się przez ścianę czy rurę.

Ponadto, dzikie myszy i szczury są stadne, tak jak ich hodowlane odpowiedniki, więc musimy zapewnić im towarzystwo.
Łączenie „dzikusów” z gryzoniami domowymi jest możliwe, ale dzikie zwierzę musi najpierw przejść szereg badań i zostać poddane leczeniu na pasożyty, żeby nie stało się przyczyną choroby gryzonia hodowlanego. Wiąże się to niestety ze sporym stresem dla „dzika” i niemałym wydatkiem dla opiekuna.

Warto też wziąć pod uwagę, że dzikie gryzonie często są nosicielami leptospirozy. Ponadto istnieje niewielkie ryzyko przenoszenia przez nie tężca lub wścieklizny, więc tym bardziej konieczna jest dokładna diagnostyka weterynaryjna.

Jeśli więc chcemy zimą pomóc dzikim zwierzętom, to ograniczmy się do innych gatunków. Po obfitych opadach śniegu możemy wystawić dla ptaków miseczkę z wodą albo nasypać ziarna do karmnika. W mroźne dni powinniśmy zabrać do domu i ogrzać przebudzone z hibernacji jeże. Ale gryzoniom zaufajmy, że poradzą sobie same.

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close