Łączenie koszatniczek

Źródło: https://www.facebook.com/notes/koszatniczkowy-dom-tymczasowy-u-kociary/%C5%82%C4%85czenie-koszatniczek/2430031253747151/

Kwestia łączenia budzi w adoptujących wiele emocji, często wręcz budzi strach i obawę. Czy jest się czego bać? I tak, i nie 🙂 Niektóre łączenia przebiegają bardzo prosto, niektóre ciągną się miesiącami, a niektóre nie udają się nigdy. Postaram się tą notatką kilka wątpliwości i obaw rozwiać.Możliwe, że czytaliście już artykuły czy fora internetowe w poszukiwaniu sposobów łączenia. Możliwe, że z wieloma z nich się nie zgodzę i że przeczytacie tu o czymś, o czym nigdy nie słyszeliście, ale ta notatka oparta jest na doświadczeniach własnych i danych uzyskanych od adoptujących, a także skonsultowana ze specem od łączeń z DT u Aruru 🙂

Metoda podstawowa:

Ta metoda jest znana i powszechnie stosowana w łączeniu koszatniczek, stosujemy ją w większości przypadków i w dużej części się sprawdza.

Etap 1.Łączenie na neutralnym gruncie

Jest to łączenie w wannie lub kabinie prysznicowej (opcjonalnie wielkim pudle)
Na dno zbiornika wysypujemy piasek kąpielowy – pomaga on w mieszaniu zapachów, kojarzy się z przyjemnością, zajmuje i uspokaja koszaty. Na tym etapie nie stosujemy na terenie łączenia nic innego, żadnych domków, kocyków, jedzenia i innych rozpraszaczy. Ingerencja człowieka jest zbędna, nie pochylamy się nad koszatniczkami, nie cmokamy, nie mówimy, nie wkładamy rąk. Chowamy się za drzwiami od kabiny prysznicowej, siadamy na podłodze przy wannie i obserwujemy.

Koszatniczki na neutralnym terenie będą ustalać hierarchię, czyli będą się gonić, wydawać różne dźwięki, jak ćwierkanie lub piszczenie, mogą machać ogonem i zgrzytać zębami(co jest oznaką zdenerwowania), mogą się przepychać przednimi łapkami, mogą się kopać, mogą udawać kopulację lub mogą się iskać lub zupełnie ignorować. Wszystkie te zachowania są całkowicie normalne i nie powinniśmy w nie ingerować.

Kiedy należy reagować? W większości opracowań jest opisane krótko „wtedy kiedy pojawi się krew”, ale moim zdaniem nie „każda krew” jest powodem do niepokoju. Większość koszatniczek posiada długie i ostre pazurki i nawet delikatne drapniecie podczas łapkowania może stworzyć małą rankę i wtedy mimo „pojawienia się krwi” łączenie może przebiegać całkowicie normalnie i spokojnie.

Także według mnie rozdzielamy tylko w przypadku zbicia się w kulę koszatniczek i gryzienia towarzyszy jak w amoku lub poważniejszych ran, które wymagają interwencji.

Jak rozdzielać koszatniczki? Nigdy nie rozdzielać gołymi rękami!! Założyć rękawice kuchenne, złapać przez ręcznik, odłowić do garnka czy cedzaka. Pobudzona koszatniczka może gryźć wszystko wkoło i lepiej, żeby nie były to nasze palce.

Po odłowieniu największego agresora lub bardzo rannej ofiary możemy kontynuować łączenie pozostałych osobników.

W przypadku długich i intensywnych łączeń musimy ocenić stopień zmęczenia koszatniczek. Niektóre osobniki mniej odporne na stres mogą wykazywać szybsze bicie serca, zwiększoną ciepłotę ciała (zaczerwienione łapki lub uszka), mogą się pokładać, wtedy takiego osobnika eliminujemy z dalszego łączenia.

Etap neutralny kończymy w momencie „zaśnięcia przytulonych do siebie koszatniczek”, chociaż w przypadku, gdy koszatniczki są młode, aktywne i wyspane zaśnięcie może nie nastąpić nawet w ciągu kilku godzin. Dlatego ja bazując na doświadczeniu i obserwacjach, podczas spokojnych łączeń etap ten skracam do czasu uspokojenia się koszatów, iskania, ćwierkania i przytulania połączonego ze zwiedzaniem terenu. Jeśli ktoś nie jest pewny czy to już, to polecam jednak czekać do zaśnięcia.

Etap 2. Przeniesienie do klatki

W podstawowej wersji łączenia przenosimy zwierzaki do urządzonej, nowej dla nich klatki lub do klatki bardzo dobrze wyszorowanej z zapachów poprzednich lokatorów. Staramy się wymienić na nowe wszystkie elementy drewniane i materiałowe. Gdy nie ma możliwości wymiany drewnianych elementów, to polecam wyszorowanie ich bardzo dokładnie z zapachów z użyciem octu lub łagodnych detergentów. Gdy koszaty poznają „swój” zapach w klatce mogą czuć się zbyt pewnie i może to być powodem konfliktów.

Co może się dziać po przeniesieniu do klatki? Hierarchia może być ustalana na nowo mimo dogadania się w wannie. Znów koszaty mogą wykazywać wszystkie zachowania z etapu pierwszego i znów rozdzielamy tylko w przypadku pogryzień.

Gdy zauważymy o co koszaty biją się w klatce możemy wrócić do etapu neutralnego i zastosować którąś z poniższych modyfikacji. I pamiętajcie, że możecie spróbować to zrobić nawet podczas jednego łączenia, ale wtedy reakcja musi być szybsza, niż pojawienie się krwi 🙂

Którego koszata odłączać podczas łączenia? Tutaj opcje są dwie. Na pewno nie należy na siłę wracać do rozdziału na poprzednie stada, bo każde łączenie zaburza poprzednią hierarchię i rozdzielenie na tak, jak było przed łączeniem może nie przynieść rezultatu. Najczęściej oddzielamy agresora i pozostawiamy go w samotności. Drugą opcją jest oddzielenie ofiary w przypadku kiedy rany wymagają oczyszczania, kontroli lub szycia.

Kiedy próbować kolejnego łączenia?

  • W przypadku ran – po ich zagojeniu się.
  • W przypadku natarczywego agresora – powinniśmy mu dać minimum 2 tygodnie w samotności.
  • W przypadku koszatniczek w okresie dojrzewania (ok. 6-15 miesięcy) – możemy spróbować łączyć co 2-4 tygodnie.

I przede wszystkim nie zrażać się po pierwszym nieudanym łączeniu! Większość stad zanim została najlepszymi przyjaciółmi była łączona kilka razy 🙂

Modyfikacja 1 – z sianem na etapie neutralnym

Modyfikacja polega na wysypaniu siana na podłoże terenu neutralnego.

Tę metodę możemy zastosować w kilku przypadkach:

  • kiedy łączenie trwa bardzo długo i nie jesteśmy pewni czy to już, czy nie, a koszaty stają się głodne
  • kiedy po przeniesieniu do klatki docelowej pierwszym zachowaniem jest wojna o jedzenie
  • kiedy wszystko na neutralu jest w porządku, ale czyszczenie klatki zajmie nam więcej czasu niż łączenie 🙂

Modyfikacja 2 – z ograniczeniem elementów wystroju

U koszatniczek po łączeniu często dochodzi do kłótni o kołowrotek, miskę, hamak/domek. Jeśli pierwsze łączenie się nie powiodło na etapie przełożenia do klatki z powodu awantury o jakiś element to przy kolejnej próbie usuwamy go z klatki przed przeniesieniem koszatniczek. Koszatniczki nie umrą bez kołowrotka, a gdy jest powodem sporów to lepiej tego unikać zaraz po łączeniu. Podobnie postępujemy w przypadku domków/hamaków. Jeśli elementem sporu są miski to albo zwiększamy ich liczbę nawet do większej ilości niż liczba koszatniczek albo jedzenie rozsypujemy bezpośrednio na półkach/podłożu – kilka dni bałaganu w klatce jest lepsze niż rozdzielone koszatniczki.

Modyfikacja 3 – z pustą klatką

Podobnie jak w modyfikacji 2 ograniczamy elementy wystroju, tym razem do absolutnego minimum. Zostawiamy koszatniczki w całkowicie pustej klatce, bez kołowrotka, domków, opcjonie nawet bez pięter w klatce, a jedzenie (nawet siano) rozsypujemy po całej ściółce. W tej opcji koszatniczki nie mają żadnych elementów, o które mogą się pokłócić, nie mogą się podgryzać ze „strategicznej pozycji” na domku lub wyższym piętrze. Elementy do klatki dodajemy stopniowo, pojedynczo na przestrzeni kilku dni, obserwujemy czy nie wywołują sprzeczek. Wadą tej metody jest to, że niektóre kosze mogą „buntować się” na za małą przestrzeń.

Modyfikacja 4– na „kiszonkę”

Metoda zaczerpnięta ze metod stosowanych wśród szczurów. Polega na przełożeniu koszatniczek po etapie neutralnym do malutkiej klateczki lub transporterka, która znacznie ograniczy przestrzeń i spowoduje całkowite wymieszanie zapachów. Metoda na bardzo oporne koszatniczki, ale z doświadczenia wiem, że potrafi zadziałać. Po nocy spędzonej w takiej kiszonce i uspokojeniu się zwierzaków można przełożyć koszaty do docelowej klatki lub połączyć to z modyfikacją nr 3. Wadą jest to, że bardziej terytorialne koszaty mogą się w kiszonce pobić dość dotkliwie, jest to jedna z opcji ostatecznych i bardziej niebezpiecznych.

Modyfikacja 5 – wymieszanie zapachów

Tą metodę możemy zastosować, kiedy nie jesteśmy w stanie wyszorować dokładnie klatki np. w przypadku drewnianych wolier. Z klatki „nowych” bierzemy trochę zużytego podłoża i wysypujemy w klatce „starych” lokatorów, która będzie teraz wspólną, aby chociaż trochę wymieszać zapachy. Wtedy i nowe i stare koszatniczki będą czuły zapachy „swoje” i „obce” i nie będą aż tak walczyły o „swój” teren. Metoda sprawdzona na kilku przypadkach, czasem pomaga, czasem nie, po którejś nieudanej próbie łączenia, można ją wypróbować. 🙂

Mam nadzieję, że ten tekst pomoże Wam w łączeniu koszatów i trochę zmniejszy strach… Pamiętajcie, że podczas łączeń możecie zadawać pytania, możecie wysyłać filmiki, możecie prosić o pomoc 🙂 Pamiętajcie też, że każde łączenie jest inne, nie każde przebiega standardowo i nie każde się musi zakończyć sukcesem.

Powodzenia!

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close