Co zrobić, gdy znajdziemy młode dzikie szczury lub myszy?

Znajdując młodego gryzonia przede wszystkim nie powinniśmy zabierać go do domu.

Po pierwsze: posiadanie w domu dzikich zwierząt bez zezwolenia jest zabronione.

Po drugie: najczęściej takie „porzucone” młode wcale nie jest porzucone i matka wkrótce po nie przyjdzie. Ratowanie młodego gryzonia znalezionego na podwórku lub w piwnicy jest nieuzasadnione, o ile nie widać na jego ciele poważnych obrażeń (np. pogryzienia) – wtedy należy zwierzę zabrać do weterynarza, który oceni, czy jego stan daje szansę na powrót do zdrowia, czy jedynym humanitarnym wyjściem jest uśpienie go.

Młode można zabrać do domu jedynie, gdy znajdziemy je w miejscu, w którym bardzo nieprawdopodobna jest obecność „gniazda”, np. na wyższym piętrze apartamentowca. I tu jednak nie powinniśmy go przetrzymywać, tylko niezwłocznie udać się do weterynarza, który oceni szanse zwierzęcia na przeżycie i powie nam, co dalej z nim zrobić.

Odchowanie dzikich gryzoni jest możliwe, ale bardzo trudne, a zwierzęta te – o ile przeżyją bez matki – najczęściej do końca życia pozostają nieoswojone i bardzo niespokojne. Zwykle z dużym zaangażowaniem gryzą kraty, przegryzają się przez kuwety i niszczą wyposażenie mieszkań swoich opiekunów – potrafią nawet przegryźć się przez ścianę czy rurę.

Ponadto, dzikie myszy i szczury są stadne, tak jak ich hodowlane odpowiedniki, więc musimy zapewnić im towarzystwo.
Nie zalecamy jednak do łączenia „dzikusów” z gryzoniami domowymi. Nawet jeśli mielibyśmy prawo przetrzymywać w domu dzikie zwierzę, to musi ono najpierw przejść szereg badań i zostać poddane leczeniu na pasożyty, żeby nie stało się przyczyną choroby domowników. Wiąże się to niestety ze sporym stresem dla „dzika” i niemałym wydatkiem dla opiekuna. Nie ma też gwarancji, że łączenie się powiedzie.

Warto też wziąć pod uwagę, że dzikie gryzonie często są nosicielami leptospirozy. Ponadto istnieje niewielkie ryzyko przenoszenia przez nie tężca lub wścieklizny, więc tym bardziej konieczna jest dokładna diagnostyka weterynaryjna.

Zdecydowanie nie jest to więc „zabawa” dla niedoświadczonych.

Łączenie koszatniczek

Źródło: https://www.facebook.com/notes/koszatniczkowy-dom-tymczasowy-u-kociary/%C5%82%C4%85czenie-koszatniczek/2430031253747151/

Kwestia łączenia budzi w adoptujących wiele emocji, często wręcz budzi strach i obawę. Czy jest się czego bać? I tak, i nie 🙂 Niektóre łączenia przebiegają bardzo prosto, niektóre ciągną się miesiącami, a niektóre nie udają się nigdy. Postaram się tą notatką kilka wątpliwości i obaw rozwiać.Możliwe, że czytaliście już artykuły czy fora internetowe w poszukiwaniu sposobów łączenia. Możliwe, że z wieloma z nich się nie zgodzę i że przeczytacie tu o czymś, o czym nigdy nie słyszeliście, ale ta notatka oparta jest na doświadczeniach własnych i danych uzyskanych od adoptujących, a także skonsultowana ze specem od łączeń z DT u Aruru 🙂

Metoda podstawowa:

Ta metoda jest znana i powszechnie stosowana w łączeniu koszatniczek, stosujemy ją w większości przypadków i w dużej części się sprawdza.

Etap 1.Łączenie na neutralnym gruncie

Jest to łączenie w wannie lub kabinie prysznicowej (opcjonalnie wielkim pudle)
Na dno zbiornika wysypujemy piasek kąpielowy – pomaga on w mieszaniu zapachów, kojarzy się z przyjemnością, zajmuje i uspokaja koszaty. Na tym etapie nie stosujemy na terenie łączenia nic innego, żadnych domków, kocyków, jedzenia i innych rozpraszaczy. Ingerencja człowieka jest zbędna, nie pochylamy się nad koszatniczkami, nie cmokamy, nie mówimy, nie wkładamy rąk. Chowamy się za drzwiami od kabiny prysznicowej, siadamy na podłodze przy wannie i obserwujemy.

Koszatniczki na neutralnym terenie będą ustalać hierarchię, czyli będą się gonić, wydawać różne dźwięki, jak ćwierkanie lub piszczenie, mogą machać ogonem i zgrzytać zębami(co jest oznaką zdenerwowania), mogą się przepychać przednimi łapkami, mogą się kopać, mogą udawać kopulację lub mogą się iskać lub zupełnie ignorować. Wszystkie te zachowania są całkowicie normalne i nie powinniśmy w nie ingerować.

Kiedy należy reagować? W większości opracowań jest opisane krótko „wtedy kiedy pojawi się krew”, ale moim zdaniem nie „każda krew” jest powodem do niepokoju. Większość koszatniczek posiada długie i ostre pazurki i nawet delikatne drapniecie podczas łapkowania może stworzyć małą rankę i wtedy mimo „pojawienia się krwi” łączenie może przebiegać całkowicie normalnie i spokojnie.

Także według mnie rozdzielamy tylko w przypadku zbicia się w kulę koszatniczek i gryzienia towarzyszy jak w amoku lub poważniejszych ran, które wymagają interwencji.

Jak rozdzielać koszatniczki? Nigdy nie rozdzielać gołymi rękami!! Założyć rękawice kuchenne, złapać przez ręcznik, odłowić do garnka czy cedzaka. Pobudzona koszatniczka może gryźć wszystko wkoło i lepiej, żeby nie były to nasze palce.

Po odłowieniu największego agresora lub bardzo rannej ofiary możemy kontynuować łączenie pozostałych osobników.

W przypadku długich i intensywnych łączeń musimy ocenić stopień zmęczenia koszatniczek. Niektóre osobniki mniej odporne na stres mogą wykazywać szybsze bicie serca, zwiększoną ciepłotę ciała (zaczerwienione łapki lub uszka), mogą się pokładać, wtedy takiego osobnika eliminujemy z dalszego łączenia.

Etap neutralny kończymy w momencie „zaśnięcia przytulonych do siebie koszatniczek”, chociaż w przypadku, gdy koszatniczki są młode, aktywne i wyspane zaśnięcie może nie nastąpić nawet w ciągu kilku godzin. Dlatego ja bazując na doświadczeniu i obserwacjach, podczas spokojnych łączeń etap ten skracam do czasu uspokojenia się koszatów, iskania, ćwierkania i przytulania połączonego ze zwiedzaniem terenu. Jeśli ktoś nie jest pewny czy to już, to polecam jednak czekać do zaśnięcia.

Etap 2. Przeniesienie do klatki

W podstawowej wersji łączenia przenosimy zwierzaki do urządzonej, nowej dla nich klatki lub do klatki bardzo dobrze wyszorowanej z zapachów poprzednich lokatorów. Staramy się wymienić na nowe wszystkie elementy drewniane i materiałowe. Gdy nie ma możliwości wymiany drewnianych elementów, to polecam wyszorowanie ich bardzo dokładnie z zapachów z użyciem octu lub łagodnych detergentów. Gdy koszaty poznają „swój” zapach w klatce mogą czuć się zbyt pewnie i może to być powodem konfliktów.

Co może się dziać po przeniesieniu do klatki? Hierarchia może być ustalana na nowo mimo dogadania się w wannie. Znów koszaty mogą wykazywać wszystkie zachowania z etapu pierwszego i znów rozdzielamy tylko w przypadku pogryzień.

Gdy zauważymy o co koszaty biją się w klatce możemy wrócić do etapu neutralnego i zastosować którąś z poniższych modyfikacji. I pamiętajcie, że możecie spróbować to zrobić nawet podczas jednego łączenia, ale wtedy reakcja musi być szybsza, niż pojawienie się krwi 🙂

Którego koszata odłączać podczas łączenia? Tutaj opcje są dwie. Na pewno nie należy na siłę wracać do rozdziału na poprzednie stada, bo każde łączenie zaburza poprzednią hierarchię i rozdzielenie na tak, jak było przed łączeniem może nie przynieść rezultatu. Najczęściej oddzielamy agresora i pozostawiamy go w samotności. Drugą opcją jest oddzielenie ofiary w przypadku kiedy rany wymagają oczyszczania, kontroli lub szycia.

Kiedy próbować kolejnego łączenia?

  • W przypadku ran – po ich zagojeniu się.
  • W przypadku natarczywego agresora – powinniśmy mu dać minimum 2 tygodnie w samotności.
  • W przypadku koszatniczek w okresie dojrzewania (ok. 6-15 miesięcy) – możemy spróbować łączyć co 2-4 tygodnie.

I przede wszystkim nie zrażać się po pierwszym nieudanym łączeniu! Większość stad zanim została najlepszymi przyjaciółmi była łączona kilka razy 🙂

Modyfikacja 1 – z sianem na etapie neutralnym

Modyfikacja polega na wysypaniu siana na podłoże terenu neutralnego.

Tę metodę możemy zastosować w kilku przypadkach:

  • kiedy łączenie trwa bardzo długo i nie jesteśmy pewni czy to już, czy nie, a koszaty stają się głodne
  • kiedy po przeniesieniu do klatki docelowej pierwszym zachowaniem jest wojna o jedzenie
  • kiedy wszystko na neutralu jest w porządku, ale czyszczenie klatki zajmie nam więcej czasu niż łączenie 🙂

Modyfikacja 2 – z ograniczeniem elementów wystroju

U koszatniczek po łączeniu często dochodzi do kłótni o kołowrotek, miskę, hamak/domek. Jeśli pierwsze łączenie się nie powiodło na etapie przełożenia do klatki z powodu awantury o jakiś element to przy kolejnej próbie usuwamy go z klatki przed przeniesieniem koszatniczek. Koszatniczki nie umrą bez kołowrotka, a gdy jest powodem sporów to lepiej tego unikać zaraz po łączeniu. Podobnie postępujemy w przypadku domków/hamaków. Jeśli elementem sporu są miski to albo zwiększamy ich liczbę nawet do większej ilości niż liczba koszatniczek albo jedzenie rozsypujemy bezpośrednio na półkach/podłożu – kilka dni bałaganu w klatce jest lepsze niż rozdzielone koszatniczki.

Modyfikacja 3 – z pustą klatką

Podobnie jak w modyfikacji 2 ograniczamy elementy wystroju, tym razem do absolutnego minimum. Zostawiamy koszatniczki w całkowicie pustej klatce, bez kołowrotka, domków, opcjonie nawet bez pięter w klatce, a jedzenie (nawet siano) rozsypujemy po całej ściółce. W tej opcji koszatniczki nie mają żadnych elementów, o które mogą się pokłócić, nie mogą się podgryzać ze „strategicznej pozycji” na domku lub wyższym piętrze. Elementy do klatki dodajemy stopniowo, pojedynczo na przestrzeni kilku dni, obserwujemy czy nie wywołują sprzeczek. Wadą tej metody jest to, że niektóre kosze mogą „buntować się” na za małą przestrzeń.

Modyfikacja 4– na „kiszonkę”

Metoda zaczerpnięta ze metod stosowanych wśród szczurów. Polega na przełożeniu koszatniczek po etapie neutralnym do malutkiej klateczki lub transporterka, która znacznie ograniczy przestrzeń i spowoduje całkowite wymieszanie zapachów. Metoda na bardzo oporne koszatniczki, ale z doświadczenia wiem, że potrafi zadziałać. Po nocy spędzonej w takiej kiszonce i uspokojeniu się zwierzaków można przełożyć koszaty do docelowej klatki lub połączyć to z modyfikacją nr 3. Wadą jest to, że bardziej terytorialne koszaty mogą się w kiszonce pobić dość dotkliwie, jest to jedna z opcji ostatecznych i bardziej niebezpiecznych.

Modyfikacja 5 – wymieszanie zapachów

Tą metodę możemy zastosować, kiedy nie jesteśmy w stanie wyszorować dokładnie klatki np. w przypadku drewnianych wolier. Z klatki „nowych” bierzemy trochę zużytego podłoża i wysypujemy w klatce „starych” lokatorów, która będzie teraz wspólną, aby chociaż trochę wymieszać zapachy. Wtedy i nowe i stare koszatniczki będą czuły zapachy „swoje” i „obce” i nie będą aż tak walczyły o „swój” teren. Metoda sprawdzona na kilku przypadkach, czasem pomaga, czasem nie, po którejś nieudanej próbie łączenia, można ją wypróbować. 🙂

Mam nadzieję, że ten tekst pomoże Wam w łączeniu koszatów i trochę zmniejszy strach… Pamiętajcie, że podczas łączeń możecie zadawać pytania, możecie wysyłać filmiki, możecie prosić o pomoc 🙂 Pamiętajcie też, że każde łączenie jest inne, nie każde przebiega standardowo i nie każde się musi zakończyć sukcesem.

Powodzenia!

Rozpoznawanie płci u koszatniczek

Źródło: https://www.facebook.com/notes/koszatniczkowy-dom-tymczasowy-u-kociary/rozpoznawanie-p%C5%82ci-u-koszatniczek/2621698474580427/

U koszatniczek wiele problemów sprawia rozpoznanie płci. Dlaczego tak się dzieje? U samców jądra przez większość czasu są schowane w jamie brzusznej, nie występuje u nich typowa moszna. Samiczki ujście cewki moczowej mają umiejscowione na wyniosłości, która przypomina penisa. Ze względu na taką budowę anatomiczną na pierwszy rzut niedoświadczonego oka trudno jest rozróżnić samca od samicy. Natomiast dla wprawionego opiekuna płeć zwierzaka nie stanowi zagadki i można ją ocenić już od urodzenia ;)Mam nadzieję, że ten krótki artykuł rozwieje wszelkie wątpliwości, co do tego jakiej płci zwierzaki macie w domu

Samica

Dorosła samiczka

U samiczki odległość między odbytem a ujściem cewki moczowej jest mniejsza niż u samca. U samiczek widoczna jest pochwa w postaci delikatnego wcięcia u podstawy wzniesienia, która przez większość czasu jest zamknięta. Pochwa otwiera się w rui oraz podczas porodu. Pomiędzy wzniesieniem, a odbytem widoczny jest fałdek skóry, który układa się poziomo. U samiczek zazwyczaj nie występuje otoczka skóry pozbawionej włosów, która często jest widoczna u samców.

Samiczka w rui

U samiczek w rui może wystąpić zaczerwienienie i obrzęk narządów płciowych, są to zmiany subtelne. Duży obrzęk narządów rozrodczych nie jest objawem rujowym i powinien skłonić nas do wizyty u specjalisty. Może też pojawić się delikatny wypływ – przezroczysty lub lekko mętny, może on zasychać wokół narządów rozrodczych. Podobnie jak w przypadku obrzęku – obfity, ropny lub krwisty wypływ nie jest stanem fizjologicznym, normalnym, a objawem chorobowym. Kiedy samiczka jest w rui narządy płciowe i odstęp między ujściem cewki moczowej a odbytem wyglądają na większe, dlatego może to być przyczyną pomyłek przy niezbyt wyraźnych zdjęciach.

Młoda samiczka – noworodek

U samiczek noworodków jest bardzo wyraźnie zaznaczona pochwa. Jest ona widoczna jako wcięcie w pobliżu ujścia cewki moczowej. Odległość między wzniesieniem a odbytem jest bardzo mała. Z wiekiem wcięcie pochwy staje się mniej widoczne, żeby u dojrzałych płciowo samic być całkowicie zamknięte.

Samiec

Dorosły samiec

U samców odległość między penisem a odbytem jest bardzo duża. Te dwie struktury łączy wyraźny pionowy fałd skóry. Wokół narządów rozrodczych i odbytu występuje często wyraźna otoczka z bezwłosej skóry. Penis jest wyraźnie większy niż ujście cewki moczowej u samiczek. U dojrzałych samców jądra można wymacać w jamie brzusznej po obu stronach penisa, a czasami u pobudzonych samców potrafią się wyraźnie odznaczyć pod skórą. Penis koszatniczek jest stosunkowo długi i może być zauważony podczas mycia się koszatniczki, podczas kopulacji lub masturbacji. Zdarza się, że prącie wypada z napletka i zwierzę nie jest w stanie schować go z powrotem, a prącie ulega obrzękowi – wtedy niezbędna jest pomoc weterynaryjna.

Młody samiec – noworodek

U samców noworodków widoczny jest stosunkowo duży penis. Odległość między penisem a odbytem też jest dużo większa niż u samiczki. U noworodków nie ma wyraźnego fałdu łączącego penisa z odbytem, pojawia się on w pierwszych tygodniach życia. Jądra u noworodków nie są wyczuwalne i nie odznaczają się pod skórą.

Jeśli nadal nie potrafisz rozpoznać płci u swojej koszatniczki, to nie wstydź się i napisz do nas. Możesz podesłać zdjęcia, filmiki spróbujemy rozpoznać płeć Twoich podopiecznych. 😉 Lepiej trochę się nagimnastykować z robieniem zdjęć, niż mieć koszatniczki różnych płci i niechcianą ciążę.

Szczury – podstawowe informacje

Tekst ukazał się w miesięczniku Vege nr 5/2016.
Autor: Dorota Orzeszek

Szczur to idealny domowy towarzysz – inteligentny, towarzyski i czysty. Najwyższy czas, aby przestał cieszyć się złą sławą.

Miłośnicy szczurów uważają je za mniejsze odpowiedniki psów. Szczur może tak jak one nauczyć się reagować na swoje imię, przychodzić do opiekuna na zawołanie, a nawet wykonywać komendy. Myje się nie rzadziej niż kot. Wciąż jest jednak niedoceniany, a nawet demonizowany.

Szczurza historia
Dzikimi przodkami współczesnych szczurów hodowlanych były szczury wędrowne oraz śniade, które do dziś możemy spotkać na wolności. Choć badania na nich przeprowadzano już w XIX w., pierwsza linia szczurów laboratoryjnych – Wistar (albinosy o białej sierści i czerwonych oczach) – została wyhodowana dopiero na początku XX w. Istnieją też inne linie, np. BuffaloLewis czy Long Evans. Każda z nich ma nieco inną specyfikę i jest chętniej wykorzystywana w określonych celach (np. uważa się, że szczury Long Evans lepiej od innych sprawdzają się w przypadku badań behawioralnych).
Szczury rasowe są natomiast dość nowym „wynalazkiem”. Choć już w 1912 roku brytyjski związek hodowców myszy rasowych (National Mouse Club) zajął się kwestią szczurów i nawet zmienił nazwę na National Mouse and Rat Club, to później wycofał się z tej inicjatywy. Dopiero w latach 70. XX w. zaczęły powstawać na szerszą skalę krajowe stowarzyszenia hodowców szczurów rasowych. W Polsce działa istniejące od 2007 roku Stowarzyszenie Hodowców Szczurów Rodowodowych.

Każdy jest inny
Odmiany szczurów wyróżnia się ze względu na trzy cechy: rodzaj sierści, umaszczenie oraz kształt uszu. I tak ze względu na typ sierści wyróżniamy m.in. typ standardrex (o kręconej sierści i wąsach) i double rex(podobne do rex, ale o jeszcze bardziej kręconej sierści zebranej z kępki), velveteen (ma dłuższą, falującą sierść) oraz bezwłose fuzzy. Uszy pojawiają się w dwóch wariantach: standard albo dumbo. Standardowe są średniej wielkości i znajdują się w górnej części głowy, podczas gdy szczurki dumbo mają uszy większe i osadzone nisko, po bokach, a przy tym też nieco bardziej spłaszczoną czaszkę.
Typów umaszczeń jest co niemiara. W laboratoriach najczęściej występują białowłose i czerwonookie albinosy oraz tzw. kapturki, czyli białe szczury o ciemnej głowie, karku i/lub plecach. Z kolei brązowo-czarne ubarwienie agouti jest najbliższe wyglądowi dzikich szczurów. Szczury hodowlane mogą też mieć jednolity kolor (czarny, brązowy, kremowy, rudy czy „niebieski”, czyli szary) lub łączyć kilka kolorów (umaszczenia kapturkowe, husky). Czasem miewają też charakterystyczne znaki, np. gwiazdkę na czole, białe skarpetki na stopach lub krawaty na piersi czy brzuchu.

Pożywienie
Szczury, tak jak ludzie, są wszystkożerne, jednak podstawę ich diety powinny stanowić pokarmy roślinne, głównie zboża, nasiona, zioła, warzywa, owoce i orzechy. Hodowlanym najczęściej podaje się zarówno suchą karmę, jak i codzienną porcję mokrego jedzenia, czyli świeżych warzyw i owoców. Sucha karma może być stale dostępna w klatce lub – jeśli zwierzak jest zbyt żarłoczny i przez to tyje – porcjowana (po kilkanaście gramów dziennie na każdego szczura). Owoce i warzywa najlepiej podawać raz na dzień i pamiętać o tym, by usunąć z klatki niedojedzone resztki, zanim się zepsują.
Karmę podstawową powinna stanowić mieszanka nasion i zbóż, koniecznie o urozmaiconym składzie, bez kolorowych dropsów i ulepszaczy. Tych warunków nie spełniają niestety tanie, łatwo dostępne w sklepach zoologicznych karmy dla gryzoni. Wielu opiekunów z powodzeniem przygotowuje własne mieszanki.
Okazjonalnie można podawać szczurom niewielkie ilości jajka lub dobrej jakości mięsa, ale trzeba przy tym pamiętać, że większość karm podstawowych ma w składzie kilkanaście procent białka, co zdecydowanie wystarcza dorosłemu szczurowi, więc podawanie dodatkowych bogatych w białko pokarmów może doprowadzić do jego nadmiaru (objawiającego się m.in. drapaniem się zwierzęcia i powstającymi na jego skutek licznymi strupkami na ciele).

Instynkt stadny
Szczury są zwierzętami silnie stadnymi, a stado to przynajmniej dwa, trzy osobniki. Oznacza to, że samotnie trzymany szczur, niezależnie od tego, ile czasu poświęca mu opiekun, nie będzie miał zapewnionego dobrostanu psychicznego. Kluczowe jest zapewnienie mu towarzystwa przynajmniej jednego, a najlepiej kilku innych szczurów.
Inną kwestią jest dobór towarzystwa. Najczęściej łączy się te zwierzęta w stada jednopłciowe. Oczywiście niekastrowane/niesterylizowane osobniki różnych płci nie mogą przebywać razem, ponieważ wkrótce liczba szczurów urośnie wykładniczo. Możliwe jest jednak trzymanie kastrowanych osobników z niekastrowanymi płci odmiennej.

Gdy jest już stado, szczurki ustalają w nim hierarchię. Czasami dzieje się to w sposób pokojowy, a czasem cały proces przebiega dość brutalnie. Szczury będą się wzajemnie iskać (może być to zarówno oznaka sympatii, jak i dominacji), ale mogą też ganiać się po klatce, wzajemnie zaczepiać, siłować (stając przy tym na tylnych łapkach i opierając się o siebie przednimi), a nawet gryźć. Wszystkie te zachowania mogą występować podczas dołączania nowego szczura do stada lub łączenia ze sobą różnych stad.

Łączenie przeprowadza się najczęściej w trzech etapach. Najpierw „przedstawia się sobie” zwierzęta na neutralnym, ograniczonym terenie (wanna wyłożona kocem nienoszącym zapachu żadnego z łączonych osobników, stół, kojec, duże pudło itp.). Gdy zwierzęta zaakceptują swoją obecność, przenosi się je do małej klatki lub transportera, w którym muszą przebywać blisko siebie i przesiąknąć nawzajem swoimi zapachami. Na tym etapie mogą zdarzyć się między zwierzętami spięcia i kłótnie, ale o ile nikt poważnie nie ucierpi, to opiekun nie powinien interweniować. Gdy szczury tolerują się już w ciasnej przestrzeni, przenosi się je do dokładnie wymytej z wszelkich szczurzych zapachów klatki docelowej.

Delikatne zdrowie
Wbrew opinii o szczurach jako niezniszczalnych, roznoszących śmiertelne choroby szkodnikach, szczurki hodowlane są dość delikatne i chorowite. Wynika to z ograniczonej różnorodności genetycznej w populacji szczurów hodowlanych oraz stosowania przez pseudohodowców chowu wsobnego. Często występują infekcje, ropnie i nowotwory.
Wiele szczurzych przypadłości można leczyć farmakologicznie, do innych stosuje się z powodzeniem procedury chirurgiczne. Niestety, tak jak u ludzi, nie każdą chorobę udaje się wyleczyć. Należy też pamiętać, że z chorym szczurkiem musimy udać się do weterynarza specjalizującego się w leczeniu gryzoni (małych ssaków), gdyż ten „ogólny” najprawdopodobniej nie będzie w stanie pomóc naszemu pupilowi. W dużych miastach zwykle jest przynajmniej jedna lecznica o takiej specjalizacji, ale w mniejszych miejscowościach może to być problem.
Szczury żyją zwykle dwa, trzy lata. W wieku sześciu tygodni osiągają dojrzałość płciową, gdy mają pół roku, są dojrzałe społecznie. Rok u szczura odpowiada trzydziestu latom ludzkim.

Klatka i wybieg
Choć szczurki same są nieduże, potrzebują sporej przestrzeni. Minimalne wymiary dla dwóch osobników to 50x80x80 cm. To już całkiem spora klatka, a jest to tylko absolutne minimum! Dla trzech czy więcej zwierząt potrzeba jeszcze większej przestrzeni. Równie ważne są odległości między prętami. Mniejszy szczur bez problemu przeciśnie się przez pręty klatki „królikówki” rozstawione w odległości około 2,5 cm.

Bardzo istotne jest odpowiednie wyposażenie. Półki, domki, rury, koszyczki, hamaki i przeróżne „mebelki” z tkaniny są niezbędne dla stworzenia szczurkom odpowiednio urozmaiconej przestrzeni i są przez nie chętnie wykorzystywane.

W żadnym razie nie wyprowadza się ich na spacery poza domem. Każde takie wyjście jest dla zwierzaka poważnym zagrożeniem. Szczury hodowlane mają na tyle słabą odporność, że kontakt z drobnoustrojami znajdującymi się poza ich domem może okazać się bardzo niebezpieczny. Są też wrażliwe na przeciągi i nadmiar światła słonecznego. Szczur podczas spaceru może się przeziębić, a przesadne nasłonecznienie może doprowadzić nawet do uszkodzenia wzroku!
Nie znaczy to, że nie potrzebują ruchu. Wręcz przeciwnie, powinny mieć codziennie możliwość wybiegania się po pokoju lub części mieszkania, do której zdecydujemy się dać im dostęp. Za rozsądne minimum można przyjąć jeden godzinny wybieg dziennie, ale im więcej, tym lepiej. Niektórzy właściciele w ogóle nie zamykają klatki i zwierzęta mają wybieg, kiedy tego zapragną. Wtedy jednak konieczne jest dobre zabezpieczenie pomieszczeń, do których gryzonie mają dostęp, bo podczas takich wielogodzinnych spacerów z pewnością nie będziemy mieć ich cały czas na oku.

Szczury i dzieci
Niewielkie rozmiary wcale nie czynią ze szczurów odpowiednich zwierząt dla dzieci. Wystraszony szczurek nie zawaha się ugryźć tarmoszącego go człowieka, a rany po jego siekaczach są głębokie i bardzo bolesne. A wystraszyć nieoswojonego jeszcze zwierzaka wcale nie jest trudno. Wystarczy głośny dźwięk (krzyk, trzaśnięcie drzwiami) czy zbyt natarczywe próby wzięcia go na ręce.
Dziecku trudno będzie poradzić sobie z samodzielnym sprzątaniem dużej i nieporęcznej klatki gryzoni, a przecież może zajść też konieczność wożenia pupila do weterynarza czy podawania mu dokładnie odmierzonych porcji leków.

Zakup czy adopcja?
Szukając szczurka, wiele osób w pierwszym odruchu udaje się do pobliskiego sklepu zoologicznego. Niestety, jest to jedno z najgorszych źródeł pozyskiwania zwierząt i lepiej go unikać.
Sklepy najczęściej kupują zwierzęta w hurtowniach, z których przyjeżdżają one stłoczone w ciasnych pudełkach. Nie wszystkie zakupione zwierzęta w ogóle przeżywają tę podróż. Hurtownie z kolei nie współpracują z zarejestrowanymi hodowlami dbającymi o różnorodność genetyczną „produkowanych” szczurów (rasowy kosztuje co najmniej kilkadziesiąt złotych, a sklepy zoologiczny sprzedają zwierzęta po kilkanaście złotych), więc te dostarczane przez nie są „niskiej jakości”, np. z chowu wsobnego (czyli krzyżowania ze sobą blisko spokrewnionych osobników), co zwiększa szanse występowania wad genetycznych.
Ponadto gryzonie trzymane na wystawach sklepów zoologicznych, nawet przy najlepszych intencjach personelu, skazane są na ciasnotę, niskiej jakości karmę i ściółkę oraz brak opieki weterynaryjnej, wybiegów i zabawek. Szczury kupione w sklepie zoologicznym mają zwykle pasożyty zewnętrzne i/lub wewnętrzne, podrażnione drogi oddechowe (na skutek nieleczonych infekcji lub przebywania wśród pylących trocin używanych w sklepie jako wyściółkę), są strachliwe lub osowiałe. Nierzadko samce i samice trzymane są razem, co daje duże szanse na zakup samiczki „z niespodzianką” – po kilku tygodniach urodzi się od kilku do kilkunastu młodych…
Najlepszym sposobem zdobycia szczurka jest adopcja, gdyż nie przyczyniamy się wtedy do wzrostu popytu na zwierzęta i nie zachęcamy pseudohodowli do rozwijania swojej działalności. Jeśli jednak z jakichś powodów nie akceptujemy adopcji lub zależy nam na konkretnym umaszczeniu szczura, to można kupić zwierzę w jednej z renomowanych, zarejestrowanych w Polsce hodowli szczurów rasowych. Warto jednak wiedzieć, że wielu pseudohodowców reklamuje się jako „zarejestrowane hodowle” mimo braku jakichkolwiek dokumentów. Niska cena zwierzęcia czy krzykliwe ogłoszenia na portalach aukcyjnych czy ogłoszeniowych powinny wzbudzić naszą czujność i skłonić do poproszenia hodowcy o przedstawienie dokumentów potwierdzających zrzeszenie w stowarzyszeniu.

Ciekawostki

  • Szczurze siekacze rosną przez całe życie. Jeśli zwierzę nie ma dostępu do twardego pokarmu, to nie zdoła dostatecznie szybko ich ścierać i konieczne będzie przycinanie zębów.
  • Podczas choroby lub w wyniku stresu szczury wydzielają z gruczołów przy oczach i nosie porfirynę, substancję przypominającą z wyglądu krew.
  • Szczury-albinosy mają zwykle słaby wzrok i często rytmicznie poruszają głową na boki, próbując złapać ostrość.
  • Ciąża u szczurzycy trwa 21–23 dni.
  • Młode szczury rodzą się bez sierści, z zamkniętymi oczami i uszami.
  • Młode szczury powinny zostać rozdzielone według płci w czwartym, piątym tygodniu życia.
  • Szczury słyszą ultradźwięki do 80–90 kHz (górna granica zakresu ludzkiego słuchu to zaledwie 20 kHz).
  • Szczurzy ogon pełni w jego życiu dwie ważne funkcje: służy do utrzymania równowagi oraz wspomaga termoregulację. Wbrew obiegowej opinii nie jest łysy – pokrywa go drobna szczecinka.
  • Szczurów nie wolno podnosić za ogon!
  • Rzetelną wiedzę o szczurach można czerpać z dostępnych w internecie materiałów przygotowanych przez pasjonatów zrzeszonych na forach Szczury.org i Alloszczur czy grupach: Szczury i Szczuromaniacy na Facebooku.

Tekst ukazał się w numerze „Vege” 5/2016.

Co zrobić, gdy zauważymy w sklepie zoologicznym gryzonie trzymane w nieodpowiednich warunkach?

W centrach handlowych wkrótce zaczną się poświąteczne wyprzedaże a Wy często pytacie nas, co zrobić, gdy przy okazji wizyty w galerii handlowej zauważymy w sklepie zoologicznym gryzonie trzymane w nieodpowiednich warunkach – w za małej klatce, samce razem z samicami, na nieodpowiedniej ściółce i z marnej jakości karmą…

Zgodnie z prawem, to wszystko jest niestety zupełnie legalne i nie ma podstaw do interwencji dopóki nie dochodzi do znęcania się nad zwierzętami. A za „znęcanie się” uchodzi dopiero trzymanie ich bez wody i pożywienia albo odmawianie choremu zwierzęciu opieki weterynaryjnej. W praktyce, sklepy zawsze twierdzą, że ich zwierzęta są pod opieką weterynarza, a gdyby nawet odpowiednie służby (lokalny ekopatrol Straży Miejskiej lub TOZ) podjęły się interwencji, to najpierw pouczą sklep a kierownik musi tylko przeprosić i wstawić poidło i miskę z karmą, żeby uniknąć jakichkolwiek konsekwencji.

Ale to nie znaczy, że nic nie da się zrobić!

Nigdy nie kupuj zwierząt w zoologach!

Płacąc za zwierzę udowadniasz, że ten interes się sklepowi opłaca. Jeśli koniecznie chcesz „wyciągnąć” stamtąd konkretne zwierzę, to wynegocjuj, żeby wydano Ci je za darmo (np. argumentując, że jest chore, stare czy brzydkie).

Zwróć uwagę personelowi a najlepiej kierownikowi sklepu

Czasem naprawdę nie wiedzą, że chomików nie trzymamy w stadach czy szczurów na trocinach. Właścicieli mniejszych sklepów da się nieraz nawet przekonać do całkowitej rezygnacji z handlu żywymi zwierzętami!
Czasem jednak sklepy z premedytacją trzymają zwierzęta w złych warunkach („bo tak jest taniej” albo po to, żeby klienci litowali się nad zwierzętami i chętniej je kupowali). Wtedy możemy z czystym sumieniem robić sklepu „zły PR” opowiadając publicznie o ich podejściu do zwierząt.

Edukuj znajomych

Wytłumacz im, dlaczego kupowanie zwierząt w sklepach zoologicznych jest nieetyczne. A jeśli to ich nie przekonuje, to przypomnij o warunkach panujących w pseudohodowlach zaopatrujących sklepy i potencjalnych chorobach i wadach genetycznych tych zwierząt (pasożyty, świerzb, deformacje, nowotwory, przewlekłe infekcje i stany zapalne…) i że samiczka z zoologa najpewniej będzie w ciąży…

Im więcej z nas będzie reagować, tym większa szansa na realne zmiany w sklepach zoologicznych!

Co zrobić, gdy znajdziemy dzikiego gryzonia na mrozie?

Zima w pełni i coraz częściej pytacie nas, co zrobić, gdy przy ujemnych temperaturach zauważymy w pobliżu domu dzikie gryzonie i chcemy pomóc im przetrwać mrozy.

Zgodnie z prawem, przetrzymywanie w domu dzikich zwierząt bez zezwolenia jest nielegalne. Dotyczy to zarówno zwierząt egzotycznych, takich jak małpy i gady, jak i gatunków pospolicie występujących w naszym kraju, czyli na przykład gryzoni, jeży czy zajęcy.
Z drugiej strony, mamy obowiązek pomóc zwierzętom w potrzebie (np. potrąconym przez nasz samochód), albo przynajmniej zadzwonić po odpowiednie służby (lokalny ekopatrol Straży Miejskiej lub ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt).

Jak więc pomóc zimą dzikim myszom czy szczurom?

Nie pomagać. Te zwierzęta doskonale sobie radzą bez naszej ingerencji, wystarczy tylko im w tym nie przeszkadzać. Wystawianie trutek, gdy nie ma zbyt wielu innych źródeł pożywienia, nie jest szczególnie humanitarne, ale dokarmianie gryzoni zamieszkujących piwnice w blokach również nie jest ani dobre, ani potrzebne.

Gryzonie są mistrzami w szukaniu schronienia i zdobywaniu pożywienia. Jedynym, czego potrzebują do szczęścia, jest suchy kącik, w którym umoszczą sobie gniazdko. Na wsi zaszyją się w stodole, rzadko używanej chatce z narzędziami albo w budynku gospodarczym. W mieście schronią się w piwnicy, garażu czy opuszczonej kamienicy.

A co, gdy znajdziemy młode?

Znajdując młodego gryzonia nie powinniśmy zabierać go do domu. Najczęściej takie „porzucone” młode wcale nie jest porzucone i matka wkrótce po nie przyjdzie. Ratowanie młodego gryzonia znalezionego na podwórku lub w piwnicy jest nieuzasadnione, o ile nie widać na jego ciele poważnych obrażeń (np. pogryzienia) – wtedy należy zwierzę zabrać do weterynarza, który oceni, czy jego stan daje szansę na powrót do zdrowia, czy jedynym humanitarnym wyjściem jest uśpienie go.

Młode można zabrać do domu jedynie, gdy znajdziemy je w miejscu, w którym bardzo nieprawdopodobna jest obecność „gniazda”, np. na wyższym piętrze apartamentowca. I tu jednak powinniśmy udać się do weterynarza, który oceni szanse zwierzęcia na przeżycie i powie nam, co dalej z nim zrobić.

Odchowanie dzikich gryzoni jest możliwe, ale bardzo trudne, a zwierzęta te – o ile przeżyją bez matki – najczęściej do końca życia pozostają nieoswojone i bardzo niespokojne. Zwykle z dużym zaangażowaniem gryzą kraty, przegryzają się przez kuwety i niszczą wyposażenie mieszkań swoich opiekunów – potrafią nawet przegryźć się przez ścianę czy rurę.

Ponadto, dzikie myszy i szczury są stadne, tak jak ich hodowlane odpowiedniki, więc musimy zapewnić im towarzystwo.
Łączenie „dzikusów” z gryzoniami domowymi jest możliwe, ale dzikie zwierzę musi najpierw przejść szereg badań i zostać poddane leczeniu na pasożyty, żeby nie stało się przyczyną choroby gryzonia hodowlanego. Wiąże się to niestety ze sporym stresem dla „dzika” i niemałym wydatkiem dla opiekuna.

Warto też wziąć pod uwagę, że dzikie gryzonie często są nosicielami leptospirozy. Ponadto istnieje niewielkie ryzyko przenoszenia przez nie tężca lub wścieklizny, więc tym bardziej konieczna jest dokładna diagnostyka weterynaryjna.

Jeśli więc chcemy zimą pomóc dzikim zwierzętom, to ograniczmy się do innych gatunków. Po obfitych opadach śniegu możemy wystawić dla ptaków miseczkę z wodą albo nasypać ziarna do karmnika. W mroźne dni powinniśmy zabrać do domu i ogrzać przebudzone z hibernacji jeże. Ale gryzoniom zaufajmy, że poradzą sobie same.

Czy gryzonie można wyprowadzać na spacer?

Czy gryzonie można wyprowadzać na spacer?

W skrócie – NIE! Szczurów, myszy, chomików, szynszyli czy koszatniczek w żadnym razie nie wolno wyprowadzać na dwór. Jedynym „spacerowym” wyjątkiem wśród gryzoni są świnki morskie, ale i w ich przypadku „spacer” nie jest wcale taki prosty jak u psa i wiąże się ze sporymi przygotowaniami.

Zebraliśmy dla Was listę 10 powodów, dla których nie należy wypuszczać domowych gryzoni na dwór.

Wielu – nawet bardzo dobrych – opiekunów wciąż nie widzi nic złego w „spacerze”, twierdząc, że cały czas mają zwierzę na oku i zapewniają mu poczucie bezpieczeństwo. Ale ucieczka zwierzęcia i stres to niejedyne zagrożenia. Oto pozostałe:

Uszkodzenie wzroku

Większość gryzoni to zwierzęta nocne lub zmierzchowe. Ich oczy nie są przystosowane do przebywania za dnia na świetle słonecznym. Zabierając zwierzę na dwór (albo stawiając klatkę na balkonie czy przy słonecznym oknie) narażamy je na uszkodzenie a nawet utratę wzroku.

Pasożyty

W naturze pasożyty są wszędzie, nawet na starannie wypielęgnowanym trawniku naszej działki – w glebie, trawie, opadłych liściach. Gdy „zamieszkają” na naszym gryzoniu, będziemy musieli zabrać go do weterynarza na leczenie a następnie wyparzyć i zdezynfekować całą klatkę i wszystkie miejsca wybiegu w domu, żeby usunąć z nich jaja nowych przybyszy.

Bakterie, wirusy, choroby dzikich zwierząt

Na dworze znajduje się mnóstwo drobnoustrojów całkowicie obcych dla organizmów naszych domowych gryzoni. Nasi pupile nie są na nie uodpornieni.
Domowy gryzoń może zarazić się potencjalnie śmiercionośną dla niego bakterią lub wirusem poprzez kontakt z odchodami dzikich zwierząt, zanieczyszczoną nimi glebą, roślinami itp.

Trujące rośliny

Podczas „spaceru” nasz gryzoń może zjeść trującą dla swojego gatunku roślinę. Nie sposób wypielić całego terenu i zagwarantować, że nie trafią się na nim, np. nasiona niebezpiecznych dla zwierzęcia roślin.
Nieprawdą jest też, że zwierzę instynktownie samo wyczuje, jakich roślin nie powinno próbować.

Zmiany temperatury

Słońce, cień i wiatr to dla domowych gryzoni zwykle nowość i nie są one przyzwyczajone do nagłych zmian temperatur na dworze ani przeciągów. A zmiany temperatury mogą doprowadzić do obniżenia odporności i tym bardziej osłabić organizm gryzonia w walce z „podwórkowymi” drobnoustrojami.

Udar słoneczny

To nie żart – gryzoń też może dostać udaru słonecznego.
Udarem grozi zarówno wyprowadzanie gryzonia na spacer w słoneczne miejsce jak i stawianie klatki na balkonie czy pozostawienie w transporterze w samochodzie.
Szanse na uratowanie gryzonia po udarze cieplnym są niewielkie – zwykle zanim opiekun zorientuje się, co się stało i dojedzie do weterynarza, jest już za późno.

Atak drapieżników

Gryzonie są naturalnym pożywieniem kotów, kun, łasic i wielu ptaków. Domowy gryzoń, niepewnie poruszający się w terenie, często o kontrastującym z otoczeniem umaszczeniu, jest dla drapieżnika wymarzonym celem. Drapieżniki atakują błyskawicznie a my często nie zdążymy zareagować.

Możliwość ucieczki

Gryzoń to nie pies – nie zawsze wróci na zawołanie. A przestraszone zwierzę będzie biec na oślep do najbliższego schronienia, z którego potem nie potrafi wrócić do opiekuna.

Stres obniża odporność

Nowy teren, nowe zapachy, nieznane dźwięki i nietypowe oświetlenie – to wszystko powoduje u gryzonia ogromny stres, który – nawet jeśli zwierzę wyraźnie go nie okazuje – obniża jego odporność. A przecież gryzonie domowe już i tak mają dość niską odporność. Stąd już tylko krok do infekcji którymś z niezliczonych drobnoustrojów, o których już tu wspominaliśmy.

Gryzoń nie potrzebuje spaceru

Gryzonie do szczęścia potrzebują odpowiednio dużej i wyposażonej klatki, dobrej jakości pożywienia, opieki weterynaryjnej i stymulacji w postaci zabaw z opiekunem i wybiegów. Spacer na dworze niesie ze sobą tyle zagrożeń, że jest to gra niewarta świeczki.
O wiele lepiej zorganizować swoim gryzoniom „bardziej wyrafinowany” domowy wybieg, np. dodając nowe zabawki i kryjówki czy wymyślając dla nich nowe zabawy.

A więc: nie zabierajcie swoich gryzoni na dwór, nie stawiajcie ich klatek na balkonie „żeby zażyły sobie słońca”, a w słoneczne dni osłońcie chociaż część klatki ręcznikiem lub zasuńcie zasłonę w oknie.

Jak bezpiecznie przewozić gryzonia?

Czy na pewno wiecie jak bezpiecznie przewozić swoje gryzonie w drodze do weterynarza, podczas wyjazdu czy przeprowadzki?

Transporter

Gryzonie przewozimy w transporterach. Nie w kartonowych pudełkach. Nie w plastikowych pojemnikach po lodach z otworkami w pokrywce. I przede wszystkim: nie w kieszeni, torebce czy zawinięte w chustę!
Transporter powinien być plastikowy – unikajcie lansowanych czasem tekstylnych transporterów, z których gryzoń bez probmemu wyjdzie po przegryzieniu tkaniny. Polarowe mebelki dla gryzoni to świetna sprawa, ale w domu a nie w podróży.
Jeśli nie mamy transportera (a powinniśmy go mieć!), to można przewieść gryzonia z malutkiej klatce, tzw. chorobówce (o małej powierzchni i małym rozstawie prętów), ale musimy wtedy szczególnie zadbać o okrycie jej przed światłem i wiatrem.
W sytuacji awaryjnej na transporter można przerobić duże, plastikowe wiaderko z pokrywką wycinając w pokrywie i górnej części boków wiaderka otwory wentylacyjne.

Osłonięte od słońca

Niezależnie od tego czy jedziemy z gryzoniem samochodem czy komunikacją miejską – jego transporter powinien być osłonięty od słońca i wiatru. Można schować transporter do specjalnego, szytego na miarę pokrowca albo okryć ręczniczkiem. Latem wybierajmy do okrycia transportera niezbyt grube, przewiewne (np. bawełniane) tkaniny. Jesienią, wczesną wiosną czy zimą – ciepłe polarki.

Woda

Zwierzę powinno zawsze mieć dostęp do wody. Między „prętami” transportera można umieścić i przymocować malutkie poidło, ale często wygodniej jest po prostu wrzucić gryzoniowi do środka kawałek ogórka czy melona – tu jednak ważna uwaga: ten sposób dotyczy tylko gryzoni, które mogą jeść świeże owoce i warzywa!

Karma

Na czas krótkiej podróży (np. do weterynarza) nie trzeba gryzoniom koniecznie zapewniać w transporterze karmy. Ale wybierając się w dłuższą drogę powinniśmy już o karmie pamiętać.
Na czas podróży wybierzmy swojemu pupilowi możliwie „niebrudzącą” karmę. Płynny pokarm w misce (np. kaszka czy przecier warzywny) pod koniec podróży będzie najprawdopodobniej w większości na dnie transportera i sierści podróżującego w nim zwierzaka.
Latem szczególnie ważne jest też niewkładanie do transportera produktów szybko psujących się. Kawałek banana czy truskawki lepiej podać pupilowi w domu niż ryzykować, że zje nadpsuty i fermentujący już owoc w trakcie podróży.

Własnym autem

Jeśli mamy możliwość pojechać ze zwierzęciem samochodem, to warto z niej skorzystać, szczególnie zimą.
Pamiętajmy wtedy koniecznie o zabezpieczeniu transportera w aucie! Gdy jedziemy jako pasażer – trzymajmy transporter na kolanach. Jeśli prowadzimy – umieśćmy transporter na podłodze i dociśnijmy fotelem lub
ustabilizujmy na miejscu innym bagażem. Testy zderzeniowe pokazują, że przewożenie zwierzęcia w transporterze ustawionym na siedzeniu (nawet jeśli przypniemy go pasami) może skończyć się tragedią w przypadku kolizji.
Ponadto, bagażnik zasadniczo nie nadaje się do przewozu zwierząt. Jeśli nie mamy innej możliwości i musimy umieścić duży transporter w bagażniku, to trzeba koniecznie unieruchomić go i odsłonić pokrywę bagażnika, aby zapewnić choć minimalną wentylację.

Transportem publicznym

Jadąc z gryzoniem transporterm publicznym uważajmy przede wszystkim na to, aby transporter był okryty przed słońcem. Duży transporter można nieść w ręku, mały często wygodniej umieścić w usztywnianej ekotorbie, żeby nikt przypadkiem nie wytrącił nam go z rąk.
Zabierając zwierzaka w podróż komunikacją miejską, starajmy się wybrać możliwie niezatłoczony środek transportu – w „zapakowanym” autobusie wentylacja transportera będzie fatalna a podróż dla naszego pupila może się okazać bardzo niekomfortowa. Również częste przesiadki będą dla zwierzęcia niekorzystne ze względu na zmiany temperatury.

Obcy ludzie i zwierzęta

Transporter dość dobrze zabezpiecza gryzonia przed kontaktem z obcymi ludźmi i zwierzętami spotkanymi w drodze do weterynarza (albo już w lecznicy) – korzystajmy z tego i nie bierzmy pupila na ręce, dopóki nie znajdzie się w gabinecie. Nie pozwalajmy też obcym osobom głaskać naszego gryzonia w poczekalni. Pamiętajmy: lecznica weterynaryjna to zwierzęca przychodnia zdrowia a personel nie ma możliwości odkażania poczekalni po każdym chorym pacjencie. Dla bezpieczeństwa naszego i innych zwierząt, nie pozwalajmy im spacerować po lecznicy.

Jak zapewnić gryzoniom ochłodę podczas upałów?

Upały wszystkim dają się we znaki – nie mniej nam niż naszym małym podopiecznym. Jak więc latem zapewnić gryzoniom nieco ochłody?

Zapewnij cień

Klatki w żadnym razie nie wolno trzymać w miejscu nasłonecznionym! Nawet gryzonie dzienne nie powinny przebywać w miejscu narażonym na bezpośrednie światło słoneczne.
Warto odsunąć klatkę od okna lub osłonić ścianę od strony okna ręcznikiem lub kartonem.

Udostępnij wodę

Napełnione poidło to podstawa. Pamiętaj, że podczas upału woda szybciej paruje i na wpół napełnione poidło może po kilku-kilkunastu godzinach być już puste. Dodatkowo, wszystkie zanieczyszczenia trafiające do wody szybciej się teraz psują, więc warto częściej myć poidła.

Wietrz pokój

Zwierząt oczywiście nie trzymamy w przeciągu, ani nie kierujemy na nie wiatraków i wentylatorów, ale trzeba zapewnić cyrkulację powietrza. 
Staraj się wietrzyć pokój, w którym przebywają gryzonie rano i wieczorem, gdy jest nieco chłodniej. Częstsze niż zwykle wietrzenie i sprzątanie jest latem konieczne, gdyż wysokie temperatury przyśpieszają rozkład moczu i odchodów.

Zapewnij źródło chłodu

W zależności od gatunku gryzonia można umieśić w klatce lub zamocować na jej dachu zamrożoną butelkę z wodą (owiniętą w cienką tkaninę), ułożyć na dnie klatki schłodzoną w lodówce płytkę ceramiczną (np. kafelek, formę do pieczenia), wstawić do klatki miseczkę z wodą (chłodną, ale nie zimną) albo schłodzonym piaskiem kąpielowym czy wsunąć wkład chłodzący pod kuwetę klatki.

Mądrze zaplanuj podróż

Jeśli to możliwe – nie zabieraj gryzonia z domu podczas upałów. Gdy naprawdę musisz latem zabrać gryzonia do weterynarza lub w dłuższą podróż, to przede wszystkim postaraj się robić to rano lub wieczorem, gdy jest chłodniej. I ograniczyć czas podróży.
Podróż w trakcie dnia powinna odbywać się w transporterze lub małutkiej klateczce – gryzoń musi być osłonięty od słońca, ale jednocześnie mieć zapewnioną dobrą wentylację. Podróżując środkiem transportu pozbawionym klimatyzacji, do transportera należy włożyć schłodzoną butelkę z wodą owiniętą np. w skarpetę. I koniecznie jakieś źródło wody – małe poidło lub soczysty owoc lub warzywo (jeśli dany gatunek może jeść surowe owoce i warzywa).

Unikaj zmian temperatur

Pamiętaj, że dla gryzoni czesto bardziej zabójcze od wysokich temperatur są nagłe zmiany temperatury. Dlatego warto tak zaplanować podróż, żeby nie musieć np. po kwadransie w klimatyzowanym tramwaju spędzać kwadransu w 30-stopniowym upale czekając na przesiadkę.

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij